Fot.: photoxpress.com
Zajeżdżam ja sobie po pracy pod dom i widzę dwóch juniorów, na oko 6 i 8 lat, jak z zaangażowaniem wyrywają resztki łańcucha z ogrodzenia parkingu naprzeciwko, co go właściciel (zarządca?) zainstalował, aby mu obcy miejsc nie zajmowali.
– Chłopcy, co robicie, zostawcie to! – wołam, ale bez widocznego skutku, gdyż oprócz dewastacji kałamarze, utytłani na ciele i ubraniu, zajęci są hałaśliwą wymiana poglądów na nieznany mi temat. ...
Fot.: sxc.hu
Niewrażliwy na uroki promocji super i hipermarketów, od dawna zaopatruję rodzinę w jaja prosto od kury, w drodze zakupu u Baby, w Pułtusku. Baba (wyposażona w kierowcę, męża, jak się dowiedziałem, zajeżdża już o siódmej rano czerwonym volksvagenem Transporterem każdego dnia pod trotuar na ulicy nieopodal mojego miejsca pracy i sprzedaje towar „aż do ostatniego jaja”, czyli mniej więcej do południa.
Jaja są przednie (aczkolwiek miejsce przybrania ostatecznej ...
Od pewnego czasu wczesnym rankiem przebywam na przystanku autobusowym czekając na „mój” autobus. Mam kilka minut, to i obserwuję, co się dookoła dzieje. Rozpoznaję kilkoro pasażerów, podróżujących tą sama linią, nawet się pozdrawiamy. Ożywienia sytuacji nadają służby miejskie, sprzątające regularnie Przystanek. Kilka osób, a robota wre. Zamiatanie, opróżnianie koszy i, uwaga: zrywanie ogłoszeń z wiaty Przystanka. Codziennie to samo, rutyna, nudy.
Dziś było inaczej, ponieważ byłem godzinę później na Przystanku. ...
Fot.: sxc.hu
Siedzę ja sobie na przyzbie domku w Partęczynach i czytam książkę; tę, co jej jeszcze nie czytałem. Spokój, cisza, psy nie szczekają, auta nie warczą, bachory ryjów nie drą. Ot, sielanka.
- Dziń dobry! - słyszę nagle - Dziugawina potrzebna?
Patrzę, Baba jakaś. Z rowerem, objuczonym torbami, jak egipski peżot.
- Dzień dobry, - odpowiadam i zastanawiam się, czy potrzebna.
- A co to takiego?, - pytam, bo skąd mam wiedzieć, ...
Fot.: sxc.hu
Po zwiedzaniu bazyliki Santa Croce, gdzieś tak około drugiej po południu, Pani Pilotka zarządziła „czas wolny”. Towarzyszące mi Ciotki (Żona i Siostra Żony) udały się zatem na zasłużone zwiedzanie witryn butikowych, a ja, po negocjacjach zresztą, zacząłem ów czas wolny wcielać w życie. Wokół zabytków Florencji turystyczny tłok był niesamowity. I ten tłok był ponadto hałaśliwy.
Udałem się więc wiedziony instynktem tetryków naturalnie szukających oaz spokoju, w boczne ...
Od pewnego czasu wczesnym rankiem przebywam na przystanku autobusowym czekając na „mój” autobus. Mam kilka minut, to i obserwuję, co się dookoła dzieje. Rozpoznaję kilkoro pasażerów, podróżujących tą sama linią, nawet się pozdrawiamy. Ożywienia sytuacji nadają służby miejskie, sprzątające regularnie Przystanek. Kilka osób, a robota wre. Zamiatanie, opróżnianie koszy i, uwaga: zrywanie ogłoszeń z wiaty Przystanka. Codziennie to samo, rutyna, nudy. Czytaj dalszą część wpisu »
Po zwiedzaniu bazyliki Santa Croce, gdzieś tak około drugiej po południu, Pani Pilotka zarządziła „czas wolny”. Towarzyszące mi Ciotki (Żona i Siostra Żony) udały się zatem na zasłużone zwiedzanie witryn butikowych, a ja, po negocjacjach zresztą, zacząłem ów czas wolny wcielać w życie. Wokół zabytków Florencji turystyczny tłok był niesamowity. I ten tłok był ponadto hałaśliwy. Czytaj dalszą część wpisu »
Zajeżdżam ja sobie po pracy pod dom i widzę dwóch juniorów, na oko 6 i 8 lat, jak z zaangażowaniem wyrywają resztki łańcucha z ogrodzenia parkingu naprzeciwko, co go właściciel (zarządca?) zainstalował, aby mu obcy miejsc nie zajmowali. Czytaj dalszą część wpisu »