Inwestycja życia

Fot.: sxc.hu

 

Po zwiedzaniu bazyliki Santa Croce, gdzieś tak około drugiej po południu, Pani Pilotka zarządziła „czas wolny”. Towarzyszące mi Ciotki (Żona i Siostra Żony) udały się zatem na zasłużone zwiedzanie witryn butikowych, a ja, po negocjacjach zresztą, zacząłem ów czas wolny wcielać w życie. Wokół zabytków Florencji turystyczny tłok był niesamowity. I ten tłok był ponadto hałaśliwy.

Udałem się więc wiedziony instynktem tetryków naturalnie szukających oaz spokoju, w boczne uliczki – wąskie, ale o dziwo mniej tłoczne i pachnące pizzą, sosem pomidorowym i nad wyraz spokojne. Przechodząc obok  skrytego w głębi kościółka, usłyszałem dźwięki fugi a-moll Herr J. S. Bacha (1685-1750). (W czasach mojej młodości Pan Organista Rybka grał ją pięknie na organach w kościele klasztoru Bernardynów i, spełniając wolę moich rodziców, usiłował „czegoś z Bacha” mnie nauczyć. Byłem opornym uczniem, bez motywacji, gdyż za oknem tymczasem  moi rówieśnicy też grali. Tyle, że w nogę).

Niepomny na stresujące wspomnienia młodości udałem się w kierunku znanych mi dźwięków, jak szczur za dźwiękiem fujary szczurołapa. Kościółek był w głębi uliczki, wciśnięty w średniowieczną zabudowę, ale uroczo otoczony zielenią. I słusznie zrobiłem, gdyż wewnątrz panował miły chłód (jak w spożywczaku w lecie, gdy sprzedawczyni na chwilę otworzy skrzynię chłodnicza z mrożonkami). Byłem jednym z nielicznych turystów, usiadłem z boku, na drewnianej ławie i wsłuchiwałem się w kojące dźwięki dzieł średniowiecznych klasyków. Mimo woli rozglądałem się dookoła, kościółek był uroczy i przytulny. Na środku nawy głównej (i jedynej) stał stojak z ogłoszeniem: „Codziennie od … do … koncerty muzyki organowej, datki na renowację kościoła mile widziane”. Wówczas dopiero zauważyłem dyskretnie usytuowaną skarbonkę.

– A niech tam, pomyślałem. Zainwestuję. W portmonetce na szczęście znalazłem 1 euro i, po zakończeniu koncertu (z odtwarzacza, rzecz jasna), wrzuciłem monetę do skrzynki. Czas naglił, gdyż „czas wolny” półgodzinny już się kończył. Za chwil kilka odnalazłem zadowolone z oględzin witryn Ciotki, jakoż i resztę wycieczki i udaliśmy się kolejnym hałaśliwym i zatłoczonym traktem ku naszemu autokarowi. Hałas i tłok  przed nami nagle się wzmógł i ujrzałem miejski odkurzacz samobieżny kierujący się w naszą stronę i rozpędzający tłum turystów. I wtem kątem oka dostrzegłem śmieć koloru niebieskawego spadający na ulicę, tuż przed ssawkę odkurzacza. Błyskawicznie chwyciłem go z ziemi, zanim potwór wessał go bezpowrotnie i schowałem do kieszeni.

Ciotka-Żona zauważyła z niesmakiem:

– Dlaczego  wszędzie kuszą cię te  śmieci? Weź to i wyrzuć natychmiast! Ale ja podświadomie już wiedziałem: To jest zwrot inwestycji! Po kolei zacząłem wyciągać z kieszeni zwinięte papierki: 20 euro, chusteczka, 10 euro, bilet do muzeum, 10 euro, koniec. Ciotka-Żona nie dowierzała.

– Sprawdź jeszcze – nalegała. Niestety, to już było wszystko. Jednakowoż czterdziestokrotny zwrot inwestycji w zaledwie pół godziny – uczcie się, patałachy z GPW! Wieczorem do kolacji zamówiliśmy dodatkową butelkę wina. I tak już do końca wycieczki.

 

Florencja, maj 2009.

Share on Facebook

Skomentuj

 

Webdesign