Przystanek

Od pewnego czasu wczesnym rankiem przebywam na przystanku autobusowym czekając na „mój” autobus. Mam kilka minut, to i obserwuję, co się dookoła dzieje. Rozpoznaję kilkoro pasażerów, podróżujących tą sama linią, nawet się pozdrawiamy. Ożywienia sytuacji nadają służby miejskie, sprzątające regularnie Przystanek. Kilka osób, a robota wre. Zamiatanie, opróżnianie koszy i, uwaga: zrywanie ogłoszeń z wiaty Przystanka. Codziennie to samo, rutyna, nudy.
Dziś było inaczej, ponieważ byłem godzinę później na Przystanku. Przystanek posprzątany, aż miło. Siedzę, czytam, czekam. Wtem na Przystanku zatrzymuje się jakiś strucel, charczący i dymiący rurą. Chyba opel kadet, rocznik coś około 1980. O, coś się będzie działo, myślę z nadzieją. I faktycznie, z opla wyskakuje Dama w wieku nieokreślonym i Łysy, w krótkich spodniach i w adidasach, i z zapałem zaczynają oklejać świeżo uprzątnięty Przystanek ogłoszeniami. Szlag mnie trafił więc, w ramach ćwiczenia asertywności, zagadnąłem Damę:
– Przepraszam, ale to chyba mało skuteczne, bo wy rozklejacie a służby miejskie zerwą?
– Zerwą, ale jutro. Ludzie zdążą przeczytać – odparła Dama. Spróbowałem inaczej:
– Ale to chyba nielegalne?
– Co?
– No, to rozklejanie – nie ustępowałem.
– No i co z tego? – Dama była pewna siebie.
– No, myślę, że jakaś grzywna grozi, albo co. Łysy nadstawił ucha:
– Jakiś problem?
Zmieniłem taktykę:
– Ja mam problem. Rozpocząłem działalność, ale nie stać mnie na reklamę, też bym tak chciał, ale się boję, że dostanę mandat.
– Aaaa… – Łysy załapał. – Zlecasz pan firmie, co rozkleja i mówisz, żeby rozlepiali tylko tam, gdzie legalnie. Za rękę trzeba złapać tych, co kleją, a pan masz święty spokój.
– Ooo! – udałem podziw dla trafności skojarzeń Łysego. Uśmiechnął się dumnie.
– Dzięki, kolego – dodałem i usiadłem na ławce , ponieważ „mój” autobus właśnie odjechał. Łysy z Damą zakończyli robotę, wskoczyli do strucla i odjechali. Na odjezdne pomachałem im rękę. Łysy uśmiechnął się i odmachnął. Poczułem się w branży.
Wola, 20.08.2010.